czwartek, 30 listopada 2017

Rozdział XVIII - Najgorsza Odpowiedź

Po głowie kotłowało jej się tysiąc absurdalnych myśli, a umysł podsuwał niemożliwe obrazy.

Księżyc, pełnia, Baśniowa Tajemnica, nocne wycieczki. Księżyc, pełnia, Baśniowa Tajemnica, nocne wycieczki. Księżyc, pełnia, Baśniowa Tajemnica, nocne wycieczki.

Lily przymknęła na chwilę oczy, zsuwając się na krześle, tak aby jej głowa leżał na jego oparciu.

I to właśnie w takiej pozycji zastał ją Remus, lekkim dotknięciem wybudzając ze snu, w który nieświadomie zapadła.

Dziewczyna powoli i niechętnie wracała do świata żywych.

- Co za koszmarny dzień - mruknęła, widząc Gryfona. - Dzięki. Pince by mnie zabiła, gdyby się zorientowała.

Chłopak zaśmiał się serdecznie i po chwili usiadł na krześle naprzeciwko.

- Widać, wiele z nas ma dzisiaj za sobą kiepską noc - stwierdził i rzeczywiście wyglądał, jakby dopiero co przeżył spotkanie z jakimś wyjątkowo rozwścieczonym drapieżnikiem.

- Księżyc, pełnia, Baśniowa Tajemnica, wasze nocne wycieczki, wilkołaki. Nie mogę dzisiaj wyrzucić tego z głowy, słowo daje.

- Co? - wyrwało się Remusowi, który pobladł gwałtownie. Zatrzymał rękę wpół drogi do książki, a Lily zmarszczyła brwi na tę dziwną reakcje. Wzruszyła ramionami od niechcenia, ale niepewna myśl już została zasiana w jej świadomości.

- Głupia siła sugestii... Słyszeliśmy wczoraj wycie w Zakazanym Lesie i samo mi to weszło w myśli. - Dziewczyna wyprostowała się i potrząsnęła głową, aby się trochę rozbudzić. - Co ty robisz? - dorzuciła, nadal skupiona na nietypowe dla Gryfona zachowanie.

- Ja? - zachłysnął się ten z oburzenia. - Co ty robisz? Łażenie po Zakazanym Lesie, do cholery?! Co ty sobie myślisz? Z kim tam byłaś?

Lily rozszerzyła oczy z zaskoczenia, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Agresywny Remus? To było coś nowego.

- Z Paulem? - mruknęła w końcu słabo i zamknęła oczy. - Remus, o co chodzi?

Chłopak sam wyglądał na wstrząśniętego swoim zachowaniem. Powoli odetchnął głęboko, a następnie odchrząknął.

- O nic... O nic mi nie chodzi - stwierdził cicho. - Przepraszam. Po prostu... - Zamachał rękami w niezidentyfikowany sposób. - Po prostu nie chodź do Zakazanego Lasu, tam nie jest bezpiecznie. Zwłaszcza podczas pełni.

Lily przypatrywała się mu z uwagą, analizując wszystko co wie, co myśli i co właśnie usłyszała. Jej zmęczony umysł pracował dzisiaj w innym trybie - inaczej przetwarzał wiadomości. Zmęczenie, zbyt duża ilość kofeiny i dziwne wydarzenia sprawiły, że - wbrew logice - jej wnioski były szybkie, acz absurdalne.

Baśniowa Tajemnica.

Ale już wiedziała: w jednej chwili spłynęła na nią odpowiedź i aż zakręciło jej się w głowie.

- Co to ma znaczyć? - zapytała ostro, wstając tak gwałtownie, że krzesło, na którym siedziała, z hukiem upadło na podłogę. Rozsądek podpowiadał jej, że reaguje zbyt histerycznie, że to zapewne niewinny żart, ale biorąc pod uwagę wszystko, biorąc pod uwagę to co działo się wokół niej, miała w nosie fakt, że Remus co najwyżej uzna ją za szaloną. - Cholera Lupin... Któryś z was jest... Merlinie.

Czuła, jak serce wali jej w piersi i zaczęło być jej niedobrze. Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje wszystko co dzisiaj zjadła.

Chłopak z godnym podziwu refleksem zakrył jej usta ręką.

- Nic nie mów - powiedział poważnie, a dziewczynie przeszły ciarki po plecach. Remus szybko podniósł ją za łokieć i gwałtownie wyprowadził z biblioteki, niemal siłą wpychając do najbliższej klasy.

- To nie prawda - powiedział jedynie, ale tak mocno i dobitnie, że dziewczyna niemal podskoczyła, gwałtownie odwracając się w stronę Gryfona. Zaśmiała się histerycznie:

- To prawda - stwierdziła, sama nie widząc skąd ma tę pewność. - Wszystko się zgadza. Każda pełnia. Merlinie, to ty - dodała, wskazując na chłopaka. - To ty. Twoja szata, twoje zadrapania, cholera, wiecznie chora matka. To wszystko ma sens.

Remus pierwszy raz słyszał ją tak szaloną, jakby kompletnie zatraciła swoje zwykłe zrównoważenie. W końcu, po sekundach, które zdawały się być wiecznością - z wielkim żalem i poczuciem winy - pokiwał głową.

Lily wstrzymała powietrze, mając wrażenie, że dłużej tego nie wytrzyma. Jakim cudem nadal tu stoi, skoro właśnie cały świat się wali?

Zamknęła oczy i pozwolił, aby ta informacja naprawdę do niej dotarła.

- No i co teraz? - zapytał chłopak cicho i bardziej wrogo, niż kiedykolwiek przedtem. - Co zamierzasz zrobić z tym... faktem?

- Mogłeś mi powiedzieć wcześniej - odpowiedziała Lily tak słabym głosem, że brzmiało to niemal jak bełkot.

- Nie mogłem. - Remus niemalże wykrzyknął, czując zimno rozchodzące się po całym ciele.

- Mi mogłeś.

- Nie mogłem. To nie tylko moja tajemnica...

- Merlinie, oni też...? - Dziewczyna głośno westchnęła, ciężko siadając na najbliższym krześle, bo chyba czuła się słabo. Remus poszedł w jej ślady.

- Nie, nie. - Chłopak wyprostował się z zacięciem na twarzy. - Oczywiście, że nie.

- Rozumiem - szepnęła Lily, chociaż nie rozumiała właściwie nic.

Remus popatrzył na nią bez słowa, zastanawiając się jaki powinien być jego kolejny krok. Lily to jego przyjaciółka, powinna więc zaakceptować to wszystko. I mimo, że powinna, to jednak miała pełne prawo tego nie zrobić i aż go coś ścisnęło w żołądku na myśl, że tak też może się stać.

- Remusie... Ja chyba nie... - mruknęła, wstając przy okazji, jednak widząc, że chłopak zamierza zrobić to samo, od razu dodała: - Nie. Ja... Muszę to przemyśleć. To duża informacja. Muszę się z nią oswoić; muszę... po prostu iść.

- W porządku - rzucił w odpowiedzi Remus, nie kryjąc - mimo wielkich chęci - goryczy w swoim głosie.

Lily szybko i niezgrabnie ścisnęła rękę chłopaka, nie wiedząc czy tym gestem chce dodać otuchy sobie czy jemu, po czym opuściła klasę tak szybko jak potrafiła. Tempo miała tak duże, że już po chwili zaczęła ciężko oddychać, ale nie zwolniła nawet odrobinę. Nie przejmowała się tym, że potrąca praktycznie co drugiego ucznia, dopóki ktoś nie przytrzymał jej mocno za ramię, przez co aż jęknęła z bólu.

- Co ty wyprawiasz? - zapytał Syriusz zaskoczony, a James spojrzał na nią spod zmrużonych powiek. Lily poczuła jak zalewa ją wściekłość. Zawsze oni. Cokolwiek by się nie działo, gdzieś tam, na jej drodze, zawsze musieli być oni. Wyrwała się szybko i gwałtownie, ale chłopak był jeszcze zwinniejszy - tym razem przytrzymał ją za dłoń.

- Puść mnie - warknęła ta, kompletnie nie chcąc panować nad złością, szarpiąc ręką i cofając się o kilka kroków. - Dajcie mi spokój - dodała z pogardą.

Black uniósł jedną brew, a jego usta zacisnęły się w wąską linie. Jedynie sekundę zajęło mu wzruszenie ramionami i odejście bez słowa.

Potter stał jeszcze kilka chwil, mierząc Lily takim spojrzeniem, że automatycznie poczuła wilgoć pod powiekami, co jeszcze bardziej wytrąciło ją z równowagi. Przygniotła ją kolejna fala tak wielkiej złości, że odwróciła się zapalczywie i puściła biegiem w stronę wyjścia z zamku. Zmęczenie i irytacja skutecznie odgoniły kolejny wybuch płaczu.

I bardzo dobrze.

・°☆.

Remus z opóźnieniem zorientował się, że sytuacje należy załagodzić już, zanim dziewczynie przyjdzie do głowy jakaś głupota. Zerwał się z krzesła i ruszył pędem w stronę drzwi.

Lily co prawda nigdzie nie zobaczył, ale z wielką ulgą wypatrzył Syriusza i Jamesa, nawet jeżeli obydwaj wydawali się naburmuszeni. Jednym krokiem dopadł do nich i spróbował sformułować jakieś rozsądne zdanie, ale nic konkretnego z tego nie wyszło. W końcu zebrał się w sobie i wydukał jedynie:

- Lily wie.

- Aha? - ni to mruknął, ni to zapytał Syriusz, z irytacją wspominając niedorzeczne zachowanie dziewczyny sprzed kilku minut, a James przywołał na twarz uprzejme zainteresowanie.

- Merlinie, skupcie się - warknął tym razem, czym zaskoczył przyjaciół, którzy w odpowiedzi rzeczywiście spojrzeli na niego uważniej. - Wie o mnie. Wie o małym, cholernym, futerkowym problemie.

- Nie - szepnął Potter, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Powiedziałeś jej?

- Jasne - prychnął Lupin w odpowiedzi i zmrużył oczy. - Słyszała mnie wczoraj. W Zakazanym Lesie, do którego, jak się okazuje, wybiera się na wycieczki. Wszystko skojarzyła.

Syriusz przechylił głowę do tyłu z niemym życzeniem, aby to było nieprawdą. Lily nie mogła się dowiedzieć. Po prostu nie.

- Gdzie Peter? - zapytał James, od razu wchodząc na praktyczny tor myślenia. Kryzys należało zażegnać tu i teraz, bez zbędnego dramatyzowania.

- Gdzieś polazł. Chyba znowu szpieguje Ślizgonów - sam mu kazałeś, pamiętasz?

- Musimy ją znaleźć - stwierdził oczywiste Syriusz i w myślach przeszukał wszystkie znane mu miejsca. - Ja zacznę od Wieży Astronomicznej.

- Co? - rzucił Potter z roztargnieniem. - Po co miałaby iść akurat tam?

- Czasami jej się zdarza, ale to raczej nie czas na miłe historie tego typu. Wy sprawdźcie po prostu inne miejsca.

Huncwoci zgodnie rozeszli się w różne strony - niezadowoleni i zdeterminowani. Trochę przestraszeni.

・°☆.

Każde ludzkie życie ma taką samą wartość. Każde należy chronić.

Joanne Kathleen Rowling - Harry Potter i Insygnia Śmierci

・°☆.

Od autorki: jeżeli przeczytałeś/aś właśnie kolejną część powieści i masz ochotę na więcej - proszę Cię o komentarz, gwiazdkę, telegram, albo jakikolwiek znak życia, aby wiedziała, że mam dla kogo tworzyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz