czwartek, 23 listopada 2017

Rozdział XV - Własne Słabości

- Lepiej? - zapytał James i był to pierwszy dźwięk wydany przez którekolwiek z nich, od ponad dwudziestu minut.

- Doskonale - mruknęła Lily z zadowoleniem i posłała chłopakowi nieśmiały uśmiech. - Aczkolwiek niekoniecznie musiałeś być świadkiem mojej psychicznej niestabilności.

- Żyję pod jednym dachem z Remusem, Syriuszem i Peterem. Nic mnie nie zaskoczy - rzucił lekko i z rozkoszą na twarzy upił łyk czekolady.

Dziewczyna skrzywiła się, na co chłopak parsknął głośno, a jej przeszło przez myśl, że on chyba nigdy nie bywa zdołowany. Zawsze z uśmiechem na twarzy, zawsze taki szczęśliwy.

To musi być przyjemne uczucie.

- Zawsze jesteś taki szczęśliwy - rzuciła z wyrzutem, powtarzając na głos swoją myśl. Zaraz potem skarciła się w duchu, bo nie powinna mieć o to do niego pretensji.

- Co ty... - Chłopak spojrzał na nią zaskoczony, ale kąciki jego ust nadal tkwiły w górze. - Jasne, że mam swoje gorsze dni.

- Także wpadasz w niekontrolowane histerie? - spytała sceptycznie Lily, sięgając wolną ręką po ciastko, aby w końcu zatkać sobie usta i nie mieć już możliwości brzedzić.

- To akurat się nie zdarza. Może jedynie z raz czy dwa. - Rzucił pogodnie i wzruszył ramionami. - Ale hej, każdy ma jakieś niedoskonałości - dodał zaraz poważnie, wcale już nie wyglądając na rozbawionego.

- Nie ty - jęknęła dziewczyna sfrustrowana, chowając twarz w dłoniach. - Numerologia, Transmutacja, Quidditch... We wszystkim jesteś absolutnie najlepszy.

- Zaufaj mi, Lils - odrzekł cicho Gryfon, jednym ze swoich najbardziej zagadkowych tonów, przy okazji kręcąc głową. - Ja też mam swoje słabości.

"- No cóż - stwierdził James. - Chodzi bardziej o to, że istnieje, jeśli wiesz, co mam na myśli..."

"- No dalej, umów się ze mną i nigdy więcej nie położę różdżki na starym Severku." 

Wspomnienia szybkim tempem przelatywały przez jej głowę.

Rzeczywiście, James nie zawsze był idealny. Koniec piątej klasy był jak kwintesencja wszystkiego co najgorsze w Huncwotach. Brutalności, okrucieństwa i braku empatii.

Tyle, że od tamtego roku naprawdę wiele się zmieniło...

- Zostawmy ten temat - stwierdziła po chwili i westchnęła głośno. - To był po prostu szalony tydzień...

- Istotnie, szalony...

・°☆.

Gdy tylko Lily weszła do klasy w lochach, od razu poczuła jak Syriusz przyszpilił ją wzrokiem. Ich ostatnia rozmowa nie skończyła się dla niego satysfakcjonująco, ale dziewczyna miała się zastanowić nad ich małym układem.

I nawet przed sobą musiała przyznać, że to zrobiła: zastanawiała się cały czas. Ale to nic, bo nie doszła do tej pory do żadnego rozsądnego wniosku i nie podjęła decyzji.

- Hej - mruknął Paul, przerywając ten tok myślenia i skutecznie odwracając jej uwagę oraz całując w usta, tak, aby nie zauważył ich profesor Slughorn. Lily poczuła spokój, który zawsze ogarniał ją w towarzystwie chłopaka. Powoli rozłożyła wszystkie przybory na blacie, z rozrzewnieniem wspominając Severusa, który przez lata był jej partnerem na tych zajęciach.

- Cześć - odpowiedziała w końcu i posłała w stronę Ślizgona uśmiech. - Jak mija ci życie?

- Biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie w ogóle nie mamy dla siebie czasu? Fatalnie.

- Fatalnie... - powtórzyła Lily, zgadzając się z Paulem.

Rzeczywiście: nagle uderzyło w nią to, że naprawdę niewiele się ostatnio widywali. Lily nigdy nie była zwolenniczką poświęcania jednej osobie całego wolnego czasu, ale ten swój od niedawna bardziej się dzieliła na Emmę, Josha, a nawet Syriusza, niż Paula i było w tym coś niepokojącego.

- Trzeba to nadrobić - stwierdziła słabo, ignorując fakt, że lekcja już się rozpoczęła. - Kiedy masz czas?

Profesor w tej samej chwili skutecznie uciszył ich wzrokiem.

・°☆.

- Jak tam Spostrzegawcza, zastanowiłaś się już? - zagaił Syriusz na kolacji, gdy wraz z Jamesem, Remusem i Peterem dosiedli się do Krukonów gdzie siedziały już Lily i Emma. Dziewczyna pomyślała, że Gryfon najwidoczniej zamierzał ją dręczyć tak długo, jak tylko się da, co poniekąd skojarzyło jej się z narywam w piątej klasie Potterem.

Cholerny Black.

Przy stole zapanowało małe poruszenie, a szmer dochodzący od grupy trzecioklasistek żywo świadczył o ich podekscytowaniu. Lily ściągnęła brwi widząc ich reakcje i w duchu poczuła przypływ sympatii do uczennic ze swojego rocznika: mimo popularności Huncwotów i ich ewidentnemu urokowi, nigdy nie zachowywały się tak absurdalnie - a na pewno nie chichotały tak bez powodu i nie machały włosami jak głupie.

Emma parsknęła śmiechem, a James najeżył się lekko, bo zarejestrował tylko jedno z wydarzeń:

- Spostrzegawcza? - wykrzywił usta, wypróbowując to słowo, zwracając się bezpośrednio do przyjaciela, ale Black go zignorował. - Nad czym się miałaś zastanowić? - dorzucił czujnie, tym razem przerzucając wzrok na Rudowłosą.

Remus odniósł wrażenie, że od jego ostatniego patrolu z Lily minęły wieki, dzięki czemu ewidentnie ominęło go dużo istotnych zdarzeń. Dziewczyna zawsze streszczała mu co się działo w minionych tygodniach, co sprawiało, że na bieżąco orientował się w jej dziwnych życiowych epizodach.

- Idźcie sobie - jęknęła ta jednak żałośnie, lekceważąc wszystko co usłyszała wcześniej, przez poczuła na sobie zaskoczone spojrzenia, więc zirytowała się, że oni nic nie rozumieją.

Odmówiła dzisiaj Paulowi, bo posiłki są jej i Emmy. Tylko jej i Emmy. On nie może teraz zobaczyć jak teraz radośnie towarzyszą im Huncowci.

- Co by nie mówić, urocza panna Evans ma rację - zgodziła się zaraz Krukonka, nie dając się przyjaciółce rozkręcić. - To nasz czas, a wy go psujecie. - Bez skrupułów wycelowała palec w Gryfonów, ale i wyszczerzyła się w wielkim uśmiechu.

- W porządku, może rzeczywiście tak być - pokiwał głową James, a dziewczyny wytrzeszczyły oczy nie spodziewając się tak szybkiej kapitulacji. - Siądziemy sobie, w takim razie, tutaj obok i w ogóle nie będziemy przeszkadzać. - Przesunął się o kilkanaście centymetrów i zagwizdał dla niepoznaki. - Proszę bardzo.

Black wyszczerzył się figlarnie i zrobił to samo, uradowany pomysłem Rogacza.

Lily prychnęła i zmierzyła ich wściekłym spojrzeniem:

- Chyba sobie kpicie - rzuciła gniewnie, zgarniając do ręki kufel z sokiem dniowy i wstając. - Idę stąd w takim razie, a wy się bawcie dobrze.

- Dlaczego? - spytał zaskoczony Remus, także się podnosząc, gotowy sam odejść, jeżeli jego przyjaciele będą się dalej upierać, aby zostać.

- Bo rujnujecie mi związek! - Dziewczyna wyrzuciła ręce do góry, nie przemyślawszy faktu, że sok dyniowy może nie wytrzymać tej akrobacji.

Cała piątka została z impetem ochlapana napojem i wszyscy zgodnie skrzywili się na to.

Evans widząc co zrobiła, zakryła ręką usta i rozszerzyła oczy:

- Przepraszam - szepnęła, z trudem powstrzymując śmiech. - Przepraszam, przepraszam. Już to naprawiam. - Jej ręka powędrowała za szatę w poszukiwaniu różki.

Kilka sekund zajęło jej mocowanie się z kieszenią, ale w końcu wymruczała szybkie zaklęcie i opadła z westchnieniem na ławkę.

- Więc co to za brednie o twoim związku, hm? - zapytał lekko Syriusz, widelcem dłubiąc w talerzu. - I mieliśmy się już nie bawić w ucieknie, pamiętasz? - dorzucił, unosząc jedną brew.

James już chyba nie mógł być bardziej zdziwiony tego dnia. Poczuł przypływ irytacji, a następnie potężną falę złości, bo nie chciał tego pierwszego uczucia.

Ale od kiedy, do cholery, Lily i Syriusz mają jakieś wspólne sprawy?!

- Łapa, musimy iść - rzucił i w swojej abstrakcji zabrzmiało to jak komenda. Chłopak poderwał się z miejsca, a Black zaraz za nim z nieodgadnionym uśmiechem na twarzy.

- A temu co? - zdziwiła się Emma, patrząc na oddalające się sylwetki, ale Peter wzruszył ramionami i poszedł w ślad za przyjaciółmi, a zaraz za nim Remus. Szli jednak wolno i z ociąganiem, aż w końcu skręcili w stronę stołu swojego domu, jakby podejmując decyzję, aby tamtą dwójkę zostawić samą sobie.

Dziewczyny wymieniły zaskoczone spojrzenia, ale w końcu w spokoju zabrały się do dalszego konsumowania jedzenia. Chwilę potem Lily przelotnie wyłapała wzrok Regulusa, ale jedynie przewróciła oczami. Widząc, że chłopak wykonuje znany jej - i tylko jej - gest, wolno i subtelnie skinęła głową.

・°☆.

Obojętność i lekceważenie często wyrządzają więcej krzywd niż jawna niechęć... 

Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Kamień Filozoficzny

・°☆.

Od autorki: jeżeli przeczytałeś/aś właśnie kolejną część powieści i masz ochotę na więcej - proszę Cię o komentarz, gwiazdkę, telegram, albo jakikolwiek znak życia, aby wiedziała, że mam dla kogo tworzyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz