wtorek, 21 listopada 2017
Rozdział II - Abstrakcyjna zagadka
Ręka Lily Evans szybko powędrowała w górę, a sama jej właścicielka w duchu liczyła na porażkę odpowiadającej właśnie panny Catchlove.
- Inferius - powiedziała pewnie Greta, a Rudowłosa w duchu zatriumfowała, wiedząc, że odpowiedź nie jest poprawna.
Profesor Frewin Crow pokręcił głową z politowaniem, a punktacja na tablicy zmieniła się. Gryffindor wygrywał teraz dwoma punktami, mimo, że to Hufflepuff odpowiedział poprawnie na większą ilość pytań. Gryfoni obrali taktykę wypowiadania się tylko w chwili posiadania stuprocentowej racji, także zgrabnie omijali do tej pory punkty ujemne.
Nauczyciel wskazał ręką na Lily, a ta wyszeptała śpiewnie:
- Testral.
Syriusz Black odchylił się do tyłu ze swoim krzesłem, aby przybić dziewczynie piątkę, jednocześnie obserwując jak wynik domu Lwa wzrasta o trzy stopnie. Chwilę później spod jego ręki wyleciał papierowy samolocik, który gładko wylądował na blacie przed Jamesem Potterem. Zanim chłopak zdążył zareagować, pergaminu już nie było - Peter Pettigrew zgarnął go do torby z godnym podziwu refleksem.
James zmarszczył brwi, ale natychmiast wszystko zrozumiał, gdy poczuł na sobie miażdżący wzrok profesora, który, jako jeden z nielicznych nauczycieli wyjątkowo nie tolerował wymieniania na swoich zajęciach jakichkolwiek wiadomości.
Potter rzucił Glizdogonowi pełne uznania spojrzenie, po wrócił do przekładania różdżki między palcami. Zgodnie z hierarchią comiesięcznej gry na Obronie Przed Czarną Magią siedział na samym końcu klasy - równało się to z faktem, że tak samo, jak inni uczniowie z tego rzędu, odpowiedział na największą ilość pytań. Dzięki temu nie musiał się już wysilać i śmiało mógł oddać głos kolegom z Gryffindoru.
・°☆.
- Co tam, Evans? - usłyszała Lily za sobą, przez co podskoczyła lekko, zostając gwałtownie wyrwana z własnych myśli.
- Całkiem elegancko - mruknęła nieprzytomnie, rozglądając się dookoła.
- Doskonale ci dzisiaj poszło - pochwalił dziewczynę Potter, na co ta przewróciła oczami, nawet nie fatygując się z odpowiedzią. James stwierdziłby, że wyszło genialnie, nawet jeżeli nie odpowiedziałaby poprawnie na żadne z postawionych pytań.
- Amanda, Emma czy Paul? - zapytał chłopak po chwili milczenia, widząc, że Rudowłosa zupełnie nie zwraca na niego uwagi.
- Paul.
Potter westchnął ciężko i cofnął się o krok, pozwalając dziewczynie iść przodem. Mruknął coś do siebie pod nosem i czujnym wzrokiem zaczął przeszukiwać pergamin wciągnięty z torby.
- Czwarte piętro, przy obrazie Wskrzeszonych - rzucił, znów wyrównując tempo z Lily. Ta posłała mu półuśmiech i zaczęła się przedzierać przez tłum uczniów. James bez problemu dogonił ją w kilku krokach.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że jesteś w stanie zaufać komuś że Slytherinu, po... No wiesz, po tym wszystkim. McHook to kretyn.
- Nie pytałam cię o zdanie - syknęła Evans przez zęby, nie mogąc uwierzyć, że Gryfon rzeczywiście po raz kolejny chce odbywać tę samą rozmowę. - Ja nie obrażam twoich przyjaciół, więc ty też się powstrzymaj.
- Moi przyjaciele, to w większości, także twoi przyjaciele Evans.
- Zwłaszcza Mary, czyż nie? - rzuciła dziewczyna z ironią, nie mogą powstrzymać się przed złośliwością.
James zmrużył oczy, po czym wyminął Lily i odszedł bez słowa.
・°☆.
James Potter, jak to zazwyczaj bywało, nie mylił się - Paul McHook rzeczywiście siedział nonszalancko na parapecie okna przy omawianym wcześniej obrazie.
- Cześć - wymruczał do ucha Lily, gdy ta tylko się do niego przytuliła.
- Co tam zagłębiasz? - zapytała dziewczyna, wskazując na książkę, z której go wyrwała. - Zuchwałe sztuczki poskramiające sprytnych zuchwalców? - Zaśmiała się, gdy po chwili sama odczytała tytuł.
- Ciekawa sprawa, polecam - odparł chłopak z uśmiechem. - O roślinach, więc poniekąd pasuje do twojej tematyki.
- Jasne, że tak, chętnie ją od ciebie pożyczę, jak skończysz.
- Dam ci znać. Masz czas? Może się gdzieś przejdziemy?
- Wpadłam się tylko przywitać, muszę jeszcze dzisiaj dorwać Emmę.
・°☆.
- Gdy wypowiesz moje imię już mnie nie ma.
Lily westchnęła ciężko i oparła się o ścianę. Zagadki pozwalające na wejście do Pokoju Wspólnego Krukonów uważała za straszną abstrakcję. Skoro może na nie odpowiedzieć każdy bardziej rozgarnięty uczeń, jak mają one stanowić jakąkolwiek ochronę?
- Cisza? - zapytała po kilkunastu sekundach, po czym po szybkiej pochwale została wpuszczona do środka.
Kilka osób automatycznie się z nią przywitało - nikogo już nie dziwił jej widok w tym miejscu.
- Emma u siebie? - zawołała do Toma, siódmoklasisty, siedzącego nieopodal. Ten pokiwał twierdząco głową, ale zaraz potem zmarszczył brwi, aby w końcu oznajmić, że jednak nie jest pewny, gdzie jest dziewczyna.
- Cudownie - mruknęła Lily i skierowała się ku dormitorium swojej przyjaciółki. Z zaskoczeniem odnotowała fakt, że jest ono zupełnie puste i żadne z jego lokatorek nie jest u siebie.
Evans nakreśliła kilka słów w notesie Emmy i z westchnieniem ruszyła do wyjścia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz