środa, 22 listopada 2017

Rozdział VI - Irytująca Gorączka

- I jak się czujesz Lily? - zapytał Paul z troską, przerzucając sterty notatek zebranych dla swojej dziewczyny.

- Jakby przejechał po mnie walec - jęknęła Gryfonka, nie wystawiając głowy spod kołdry, ale poruszając się pod nią niespokojnie. Chłopak założył, że prawdopodobnie zaczynało jej brakować powietrza.

Dziewczynę drapało w gardle, nos miała zatkany, a w głowie huczało, jakby było tam co najmniej stado sów. Innymi słowy: było źle. Ale zanim Lily zdążyła pożalić się na zło całego świata, drzwi do Skrzydła Szpitalnego otworzyły się z hukiem.

- Przyniosłam wieści z frontu - powiedziała śpiewanie Emma, zbliżając się tanecznym krokiem, aby na koniec ukłonić się wyimaginować publiczności.

- Dlatego jesteś taka szczęśliwa? - wycharczała Lily, mrużąc podejrzliwie oczy, zaraz po tym jak wysunęła w końcu część głowy spod pościeli.

Rupert zasalutowała, uśmiechając się figlarnie, a Paul zachichotał wesoło:

- To z dumy, moja droga. Zadanie wykonałam na Powyżej Oczekiwań, słowo daję. - Dziewczyna wzruszyła ramionami i usiadła przy łóżku, po czym rzuciła za siebie. - Wiem Poppy, wiem, już tak nie krzyczę.

Gryfonka przewróciła oczami widząc chowającą się za framugą głowę pielęgniarki.

- Więc? - zapytała po chwili, mając wrażenie, że Emma wcale nie zamierza nic mówić. Krukonka wzięła głęboki oddech.

- Wszyscy wiedzą, że była afera, ale na szczęście nikt nie zna szczegółów. Dzieciaki twierdzą, prawie zgodnie z prawdą, że Mary mocno ci dokopała, ale nikt nie wiąże tego z twoją dzisiejszą nieobecnością. Głównie dlatego, że z mocnymi emocjami opowiadałam o zawodach ujarzmiania smoków, na których właśnie jesteś. Przy okazji: Drake kibicuje ci z całych sił, więc dla niepoznaki można założyć, że zajęłaś czwarte miejsce, aby wyjaśnić czemu nie wymienili twojego nazwiska w Proroku. Huncwoci są raczej niespokojni, ale ignorowałam ich jak tylko mogłam i naprawdę robiłam to z klasą - mogłabym rzecz, że uczeń przerósł mistrza, patrz: ciebie. Stone mówiła wszystkim, którzy chcieli słuchać, że była na miejscu w Wielkiej Sali wczoraj wieczorem, ale poprosiłam ją o kilka pikantnych szczegółów, więc szybko zrezygnowała z tej wersji i w końcu się zamknęła. Tak więc można rzecz, że ludzie podchodzą do tego neutralnie, oprócz naszych ulubionych Kociaków, jakżeby inaczej: one twierdzą, że pobiłyście się o Jamesa i sromotnie przegrałaś.

Po ostatnim zdaniu nawet Paul przewrócił oczami, wykorzystując gest, którego tak bardzo nie lubił. Lily prychnęła śmiechem, ale humor od razu jej się poprawił po wysłuchaniu trochę przydługiego monologu przyjaciółki.

- A w ramach ciekawostki i codziennej porcji ploteczek - zaczęła znowu lekkim tonem Krukonka, podnosząc palec do góry. - Wieść niesie, że rodzeństwo Black mało się dzisiaj nie pobiło w lochach. Ale to nic pewnego, bo informacja pochodzi od jakiegoś pierwszaka...

Oczy Lily rozszerzyły się nieznacznie, ale dziewczyna po chwili przybrała neutralny wyraz twarzy, dla pozoru odwracając się, aby poprawić szpitalne poduszki.

・°☆.

Syriusz wstał z łóżka i skierował się w stronę wyjścia z dormitorium.

- Gdzie idziesz? - zapytał James, nawet nie odrywając oczu od podręcznika do eliksirów.

- Przejść się - mruknął Black, wkładając ręce do kieszeni.

Rogacz z Remusem wymienili znaczące spojrzenia.

- To od świąt jest taki zdołowany - stwierdził Lunatyk, gdy drzwi tylko się zamknęły.

- W końcu mu przejdzie. Zawsze mu przechodzi - burknął Potter, niezadowoleniem maskując troskę o przyjaciela.

・°☆.

Drzwi skrzypnęły cicho, ale Lily natychmiast się przebudzając.

Zazwyczaj spała jak zabita i choćby się waliło i paliło, to Evans niewzruszona śniła dalej. Dzisiaj natomiast poruszał ją nawet najcichszy dźwięk.

Dziewczyna delikatnie otworzyła i natychmiast poderwała się do pozycji siedzącej, a Syriusz przestraszony cofnął się o krok, przewracając krzesło. Przez chwilę panował chaos, ale zaraz ponownie nastała dudniąca w uszach cisza.

- Zwariowałeś? - syknęła Gryfonka, przykładając rękę do klatki piersiowej, w okolicach serca. - Kompletnie ci odbiło?

- Ja... Merlinie Evans, sądziłem, że śpisz - wyszeptał gorączkowo chłopak, nasłuchując czy hałas nie obudził pielęgniarki i czy zaraz nie zbiegnie się tu tłum nauczycieli.

- I w związku z tym postanowiłeś się na mnie popatrzeć? - fuknęła Lily, podciągając kołdrę pod samą szyję, nie czując się komfortowo, wiedząc, że pod piżamą nie ma bielizny. - To nieźle psychopatyczne, wiesz o tym, prawda?

- Nie szalej Ruda, chciałem tylko zobaczyć jak się czujesz - żachnął się chłopak, krzyżując ręce na piersi.

- Mogłeś zapytać Emmy, wysłać sowę albo poczekać aż wrócę, a nie skradać się do mnie w środku nocy.

Black pokręcił głową, wzdychając głośno. Dziewczyna potrafiła być taka nieznośna.

- Czegoś ci trzeba? - zagadnął po chwili, wykorzystując miniony czas na próbę zachowana spokoju oraz ignorując wypowiedź koleżanki i z uwagą wpatrując się w jej bladą twarz.

- Ciszy? Spokoju? Zdetronizowania Mary? Porządnych notatek z Zielarstwa? Zmieniacza czasu? Papierosów? - rzekła Lily na jednym wydechu, a brwi chłopaka podjechały do góry. Evans miała konkretne życzenia, a tego się nie spodziewał.

- No chociaż ostatnią z tych rzeczy potrafię ci zapewnić - wymamrotał po chwili, wzruszając ramionami.

- Dlaczego? - spytała dziewczyna, a jej twarz wykrzywił grymas.

- Bo zmieniacze czasu są cholernie ciężko dostępne.

- Dlaczego chcesz mi cokolwiek zapewniać? - ponowiła Evans, siadając po turecku, nieznacznie zwrócona w stronę Gryfona.

- A dlaczego nie? - wypalił Black, wykonując ręką nieokreślony gest.

Wobec takiego argumentu Lily nie miała się o co sprzeczać.

・°☆.

- Jim, biorę mapę i pelerynę - oznajmił Syriusz niecałe dwadzieścia minut później, zaraz po wejściu do dormitorium.

- Rozrywką jest dziewczyna czy nielegalne substancję? - zapytał Potter, otwierając nogą kufer i przewracając jego zawartość w poszukiwaniu przezroczystego materiału.

- Czy jedno wyklucza drugie? - mruknął Black, nadając swojemu tonowi tyle entuzjazmu, ile tylko zdołał, przy okazji otwierając torbę przyjaciela i wyciągając z niej pomięty pergamin.

Rogacz uśmiechnął się szelmowsko, a oczy wesoło mu zamigotały:

- Witaj z powrotem.

・°☆.

- Merlinie, nie dysz tak.

- To po co tak biegniesz?

- Trzymaj się bliżej.

- Przestań się czepiać.

- Bądź ciszej.

- Nie mów mi co mam robić.

・°☆.

- Nigdy więcej Evans - dobitnie stwierdził Syriusz, gdy razem z Gryfonką doszedł na najwyższą kondygnację Wieży Astronomicznej i ściągnął z nich pelerynę. - Nie nadajesz się do tego.

Dziewczyna burknęła coś po nosem, rozglądając się za najrozsądniejszym miejscem do siedzenia, a chłopak automatycznie usiadł na podłodze, pod oknem, jak to miał w zwyczaju.

Sprawnym ruchem wyjął elegancką papierośnice i zapalniczkę.

Lily spojrzała sceptycznie na wygrawerowane na srebrze inicjały Syriusza, ale ten tylko wzruszył ramionami, patrząc na nią obojętnie. Po chwili jednak prychnął i zdjął bluzę, bez żadnej delikatności rzucając ją dziewczynie.

- Dżentelmen - warknęła ta w odpowiedzi na gest, ale bez słowa założyła ubranie i usadowiła się obok Gryfona, pilnując zachowania odpowiedniej odległości.

・°☆.

Od autorki: jeżeli przeczytałeś/aś właśnie kolejną część powieści i masz ochotę na więcej - proszę Cię o komentarz, gwiazdkę, telegram, albo jakikolwiek znak życia, aby wiedziała, że mam dla kogo tworzyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz