- Dajcie mi spokój - burknęła Evans, szarpnięciem odrywając dłoń od przyjemnie ciepłych palców Pottera, przez co syknęła cicho z bólu, ale ignorując go znowu skupiła się na czytanych słowach.
Emma przewróciła oczami i otworzyła usta, aby odpowiedzieć za upartą przyjaciółkę:
- Twoja urocza dziewczyna, James - stwierdziła, bez skrępowania patrząc chłopakowi prosto w oczy. Nigdy nie ukrywała, że wprost nie cierpi Mary.
Lily zesztywniała i nie miała odwagi podnieść głowy znad książki. Mimowolnie zaczęła gnieść palcami róg kartki, dopóki Emma nie szturchnęła jej w rękę.
Całkowita cisza, która zapadła zaraz po wypowiedzianych słowach przeciągała się irytująco, chociaż prawdopodobnie minęło dopiero kilkanaście sekund od kiedy Kurkonka się odezwała.
- Lily? - mruknął James przygaszony, a Syriusz wywrócił oczami.
- Zapomnij - nerwowo jęknęła dziewczyna, w końcu wyrwana z letargu. - Nic mi nie jest, a to... - uniosła rękę do góry. - Był wypadek. Zapomnij.
Emma prychnęła ostentacyjnie i rozzłoszczona zaczęła pakować swoje rzeczy do torby, zbyt gwałtownie wyciągając książkę spod dłoni przyjaciółki.
- Emma... - fuknęła Evans, co sprawiło, że Krukonka zatrzymała się, opierając ręce o biodra i patrząc na nią oskarżycielsko.
Dziewczyna wstała z ławki i ignorując Huncwotów, popchnęła Rupert ku wyjściu z Wielkiej Sali.
- Nie powinnaś tego mówić - oznajmiła zaraz za drzwiami, ale Emma jedynie wzruszyła ramionami:
- Ktoś musiał, a ty nie wydawałaś się chętna.
- Nie bez powodu. Potrzebna nam kolejna afera?
- Lils, obiecuję, że jeszcze jedna taka sytuacja, a osobiście kopnę Mary.
Evans parsknęła śmiechem i objęła przyjaciółkę ramieniem, ciągnąc ją w stronę swojego dormitorium.
・°☆.
Obie dziewczyny korzystając z ocieplenia pogody pozwoliły sobie założyć jedne ze swych zwiewnych sukienek.
Lily w milczeniu stała przed lustrem, przyglądając się sobie, aż nagle cofnęła się o kilka kroków i ze zdruzgotaną miną szepnęła:
- Właśnie zrujnowałaś mi życie.
Emma uniosła jedną brew:
- Znowu? - mruknęła nieprzejęta, patrząc na przyjaciółkę wyczekująco.
- Em, no tak. Właśnie sobie przypomniałam, jak opowiadałaś jak niedoświadczony potrafi być Josh i moja wyobraźnia pracuje...
- Och, Paul byłby dumny - parsknęła śmiechem Krukonka, dobierając bransoletki rozrzucone na łóżku.
Lily spojrzała na nią sceptycznie:
- Nie pod tym kątem, wariatko! Po prostu mam w głowie obraz tych jego wyczynów. Szaleństwo.
- To pomyśl co ja mogę czuć za każdym razem, gdy go widzę! - niemal krzyknęła Emma, z obronnym tonem głosie, teraz już niemal dusząc się od chichotu.
- Jesteście przyjaciółmi, w ogóle nie powinniście się obściskiwać.
Emme prychnęła i spojrzała niewinnie na przyjaciółkę, z figlarnym błyskiem w oku:
- Co ty tam wiesz o życiu, moja mała, droga Lily...
・°☆.
Gryfon pojawił się w ich miejscu tak bardzo pochmurny, że Mary od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Przeanalizowała w głowie czas od wczorajszego dnia i tylko, tylko, tylko nie to.
Niech to nie chodzi o nią.
- Mary, to nie może tak wyglądać - mocno stwierdził James, wkładając w swój ton głosu więcej złości, niż początkowo zamierzał. Stanął nad dziewczyną i nie ruszył się nawet o krok, zdecydowanie nie planując obok niej usiąść.
- O co chodzi? - spytała ta pośpiesznie, mrużąc oczy z gotowością na dyskusję. Słyszała tę niezadowoloną nutę wystarczająco wiele razy, aby wiedzieć, że musi przygotować się na obronę.
- O Evans - westchnął chłopak czując, że samo wymienienie tego nazwiska jest złym posunięciem. Ale to musiało się skończyć, od teraz.
W ogóle nie powinno się zacząć.
Minęła sekunda i chociaż Mary nie miała nawet szans sformułować odpowiedzi, James irytował się coraz bardziej. Na Mary, na to wszystko, ale zwłaszcza na siebie. Gdyby nie te jego przeklęte pomysły z tamtego roku, obecna sytuacja w ogóle nie miałaby miejsca. Na pewno nie w takim stopniu.
Co on właściwie sobie myślał? Remus nigdy nie patrzył na niego z taką pogardą, jak wtedy, pod koniec piątej klasy. Przez całe tygodnie wkładał mu do głowy, że postąpił źle, mimo, że James wiedział to już po pierwszym razie. Wiedział to już w chwili, gdy w tamten letni dzień, stojąc na jeziorem, wykonał ruch różdżką.
Słyszał, że Mary mówi coś szybko i chaotycznie, ale nie był się w stanie skupić na jej słowach. Były jak tło - szare, niepotrzebne. Myśli wirowały mu w głowie, aż w końcu oparł się o chłodną ścianę.
Merlinie, to Lily. Wtedy był zbyt głupi, że podejść do sytuacji z rozsądkiem. Ale to Lily, więc tu chodzi o Lily, a to w gruncie rzeczy mówi samo za siebie.
- To nie tak, że masz się przeze mnie czuć atakowana; nie chcę się kłócić. Po prostu ta absurdalna sytuacja wymyka się już spod kontroli. Co zrobisz następnym razem? Wypchniesz ją z Wieży Astronomicznej? - rzucił nagle, przerywając dziewczynie w pół zdania oraz ignorując żal i zawód rozlewający się na jej twarzy. Chciał teraz tylko jednego. - Mary, potrzebujesz winnego? Masz mnie. - Rozłożył szeroko ręce, jakby chciał zaprezentować własną osobą.
- Nic nie rozumiesz James, wiesz? - mruknęła Puchonka bezsilnie, za wszelką ceną próbując ukryć płaczliwą nutę w swoim głosie.
- Wiem, widzę - westchnął chłopak, przejeżdżając ręką po twarzy i samemu sobie nakazując się uspokoić.
W końcu usiadł na ziemi, blisko dziewczyny i objął ją ramieniem. Przez chwilę obydwoje trwali w milczeniu, aż w końcu Mary mruknęła tak cicho, że James w pierwszej chwili pomyślał, że się przesłyszał:
- W porządku, koniec z tym.
W jednej sekundzie ulga zalała jego ciało.
・°☆.
- Lily, mówię ci, że szybka jazda samochodem to jest coś. Merlinie, najlepsza na świecie sprawa, nieporównywalna do niczego innego. - John gestykulował gorliwie, machając rękami tak chaotycznie, że strącił jedno ciastko z talerzyka wprost na ziemię, ale w ogóle tego nie zauważył. - Nawet nie wiem, jak ci to opisać: to jest jak wtedy, gdy... Gdy, na przykład.... Och, sam nie wiem, to jak wtedy, gdy...
- Jak wtedy, gdy w końcu masz wakacje, ale pierwszego dnia łamiesz nogę i na pełne dwa miesiące lądujesz w gipsie, bez możliwości wyjścia z domu? - podsunęła Lily z miną tak sympatyczną, że chłopak przytaknął bez zastanowienia:
- Widzisz? Tak, dokładnie - odpowiedział łagodnie, ale po chwili zamrugał oczami ze dezorientacją. - Lily! Merlinie, dobrze wiesz, że nie tak, nie wygłupiaj się.
Dziewczyna roześmiała się serdecznie, w duchu ciesząc się, że zdecydowała się na to wyjście. Bawiła się naprawdę, naprawdę dobrze i ciekawie było znów znaleźć się w sytuacji, gdy siedzi na ławce, wcina lody i podjada ciasteczka z tak życzliwym uczniem płci przeciwnej.
Z Paulem odwiedziny w wiosce - chociaż świetne - były już po prostu schematyczne. Nawet do ich świata powoli wkradała się rutyna, chociaż oboje sądzili, że takie dni nie nastaną.
Lily przy całym swoim rozsądku, martwiła się jedynie, że dzieję się to zbyt szybko. Wszak byli ze sobą dopiero od wakacji, tak więc niecałe dziesięć miesięcy.
・°☆.
Co ma być to będzie, a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.
Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Czara Ognia
・°☆.
Od autorki: jeżeli przeczytałeś/aś właśnie kolejną część powieści i masz ochotę na więcej - proszę Cię o komentarz, gwiazdkę, telegram, albo jakikolwiek znak życia, aby wiedziała, że mam dla kogo tworzyć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz