Z uśmiechem patrzyła, jak Ślizgon specjalnie niszczy idealną fryzurę Krukonki, a ta piszcząc głośno, próbuję się odsunąć.
- Niezłe macie humory, biorąc pod uwagę fakt, że to ja, a nie wy, mam teraz wolne - rzuciła po chwili, przekrzywiając głowę.
Emma w odpowiedzi wystawiła język, a Paul pocałował ją prosto w usta:
- Nosicielka dobrych wieści - wymruczał po chwili i splótł swoje palce z jej palcami. - Zresztą, mówiłem ci już tyle razy. Nasze Wrożbiarstwo naprawdę jest zabawne.
- Być może - przytaknęła Lily z uśmiechem. - Ale wiesz co bywa zabawniejsze? Nic-nie-ro-bie-nie, o.
- Już nie bądź taka mądra - stwierdził Paul ze śmiechem i za rękę podniósł Lily do pozycji stojącej. - Musimy już iść, dzisiaj bawimy się w przepowiadanie z dni urodzin.
- Och, brzmi fascynująco, bawcie się dobrze!
- Taki mamy plan - zawołała Emma, salutując przyjaciółce.
・°☆.
Chłopak doszedł do wniosku, że pora przestać bawić się w finezję i sprawdzić czy Regulus miał racje.
- Więc jak wygląda sprawa z twoją mamą, Lils? - zapytał głośno i wyraźnie, aby nie doszło do żadnych nieporozumień.
- Wow, subtelnie - mruknęła Lily zszokowana, mrużąc oczy w wyrazie irytacji. Ledwo udało jej się powstrzymać, przed gapieniem się na Syriusza z zaskoczeniem. - Skąd niby, do cholery, o tym wiesz i ile osób w takim razie, także to wie?
- Wiem tylko ja - powiedział Syriusz, ale widząc zwątpienie na twarzy Rudowłosej, dodał szybko: - Tylko i wyłącznie, słowo daję. - Niemal podniósł do góry dwa palce. - Oprócz ludzi, którym sama powiedziałaś, naturalnie - dodał po chwili.
- I tak ma zostać, a teraz obiecaj mi, że nigdy więcej nie powrócisz do tego tematu - burknęła Gryfonka, celując palcem w chłopaka. - Nie chcę słyszeć nic na ten temat, nie chcę, abyś zadawał pytania.
- Evans, to nie jest coś, o czym nie powinnaś mówić - powiedział chłopak łagodnie, nie dając się Lily nakręcić. Starał się brzmieć lekko i bezproblemowo, chociaż serce biło mu mocno.
Postawił sobie głupi, irytujący i bezsensowny cel. Musiał się dowiedzieć wszystkiego, niezależnie od konsekwencji.
Musiał się upewnić, że nie tylko jego rodzina jest tak popieprzona...
- Ale na pewno to nie jest coś o czym powinnam mówić z Tobą. - Lily przerwała ciąg jego myśli, tym szczerym stwierdzeniem.
- Dlaczego? - Uważał, że nadaje się do tego idealnie. W końcu właściwie wiedział jak się czuje. Jego rodzina, w jego głowie, także była martwa.
- Jesteś Blackiem. Merlinie, jesteś Syriuszem Blackiem, z tobą nie prowadzi się poważnych rozmów, każdy ci to powie.
- Za mało o mnie wiesz Spostrzegawcza, aby rzucać takie stwierdzenia. - Wzruszył ramionami, chociaż te słowa nie były najprzyjemniejsze. Tak go właśnie postrzega?
- Może... - Lily powtórzyła gest chłopaka, ale w końcu wywrocila oczami. - Tyle, że skąd pomysł, że o tym nie rozmawiam?
- Może ci się to nie podobać, ale wiem jak działasz. Sześć lat w jednej szkole: jestem w stanie wymienić o tobie więcej faktów, niż sobie wyobrażasz. Numer jeden? Nie rozmawiasz na ciężkie tematy.
Lily westchnęła głośno i zamknęła oczy. Miała wrażenie, że kręci jej się w głowie, a dym wydychany z ust na pewno nie pomagał.
Znów zaciągnęła się mocno - na tyle, że tytoń podrapał jej gardło i kaszlnęła gwałtownie.
- Nie chcę rozmawiać - jęknęła w końcu, prawie niesłyszalnie. - O tym nie potrafię. I nie chcę potrafić. Nie potrzebuję życiowych porad, aby sobie poradzić. Radzę sobie ze wszystkim, od zawsze, zdajesz sobie z tego sprawę?
Syriusz milczał, więc powoli podniosła powieki. Patrzył na nią cicho i w skupieniu, jakby z wolna analizując każdy skrawek jej twarzy. Poczuła jak policzki zaczynają ją palić i przeklęła w duchu decyzję o przyjściu tutaj. Pierwszy raz spotkali się w dzień, a to znaczyło, że czerwień na jej twarzy jest doskonale widoczna.
- Czasami też to widzę, wiesz? - szepnął chłopak w końcu, jakby myślami był w innym świecie.
- Co widzisz? - zapytała niemrawo Lily, strzepując popiół na ziemię, a nie, tak jak się umawiali, do starego kociołka.
- To co James widzi już od dawna - powiedział powoli, jakby stwierdzając najoczywistszy na świecie fakt.
Jej oczy zabłyszczały z gniewu lub żalu, ale może po prostu jednego i drugiego:
- Przestań. Chyba sobie żartujesz. Przestań - warknęła lodowato i pokręciła z niedowierzaniem głową. - Co to za chora gra? To jakiś wasz żart?
Zaczęła podnosić się do góry, ale Syriusz nie pozwolił jej na to, przytrzymując za rękę.
- Merlinie, Evans, nie histeryzuj. To nie jest żadne wyznanie miłosne. Po prostu stwierdzam czystą prawdę, w porządku? Nie zamierzam się w tobie zakochać. Po prostu to o czym wspomina Rogacz... nabiera sensu. - Pociągnął ją mocniej, ściągając do dołu. - Okej?
Powoli kiwnęła głową i znów usiadła, tym razem kręcąc się niespokojnie.
- Już nie bawimy się w uciekanie?
Delikatny uśmiech wpłynął na jej usta, ale z pełną mocą starała się go powstrzymać.
- O czym wspomina Rogacz? On ma dziewczynę, wiesz? Mary...
- Mary nie ma tutaj nic do rzeczy. O czym wspomina? Informacja za informację Spostrzegawcza.
Gryfonka prychnęła i odwróciła głowę w bok. Nie mogła zdecydować czy rzeczywiście aż tak zależy jej na wiedzy o plotkach tych dwóch nawiedzonych Czarodziejów.
・°☆.
- Cholera, głupi Syriusz i jego głupie zagrywki - mruknęła sama do siebie, zamykając oczy w momencie, gdy zdała sobie sprawę, że zapewne jest to niezły objaw fatalnego zdrowia psychicznego.
- Czym ci się znowu naraził? - usłyszała za sobą i aż podskoczyła do góry, sfrustrowana, że ostatnio tylko tak reagowała na Jamesa.
- Przestańcie. Wy. Mnie. Do. Cholery. Ciągle. Straszyć! - warknęła przez zęby, niezadowolona z faktu, że od kilku miesięcy brnie przez życie taka znerwicowana.
- Aleś ty się zrobiła wulgarna, Lils - parsknął Potter, szczerząc się w uśmiechu, kompletnie nieprzejęty tym małym wybuchem. - To jak, co takiego zrobił ci Łapa?
Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach, wydając z siebie dźwięk graniczący pomiędzy jękiem, a krzykiem bezsilności, aż w końcu wyrzuciła z siebie, wymachując rękami:
- Stwierdza sobie te durne fakty, podsuwa mi jakieś myśli i jest pewny, że wie. Jest pewny, że wie wszystko.
- To rzeczywiście brzmi jak Syriusz - zgodził się chłopak, kiwając głową, a jednocześnie łapiąc Lily za ramiona, aby uspokoić jej rozbrajający amok. Dziewczyna w odpowiedzi na dotyk znów podskoczyła przestraszona, a potem szybko cofnęła się o kilka kroków.
James uniósł do góry jedną brew i skrzyżował ręce na piersi:
- Wszystko w porządku?
- Nie wiem... Chyba mam wstrząs mózgu. Albo załamanie nerwowe. A może to histeria? Kto wie, pewnie wszystko na raz... - stęknęła z pełną powagą, a chłopak, już nie wytrzymując, wybuchnął serdecznym śmiechem.
- Jesteś bardzo szalona, Lily Evans, a to całkiem nowy aspekt twojej osobowości. Może powinnaś napić się gorącej czekolady?
- Czekolady? - powtórzyła słabo, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę.
- Moja mama mówi, że to zawsze działa na wszelkie problemy... Twoja nie zna takich sztuczek?
Lily z wolna pokręciła głową na boki.
- Widzisz, ile ty się jeszcze możesz ode mnie nauczyć?
・°☆.
- Więc jak, co takiego podsunął ci Syriusz? Jaką myśl?
Ciebie.
Ale nie możesz mnie chcieć, bo ja nie chcę Ciebie.
Ciebie.
Ale Lily na głos nie odpowiedziała nic.
・°☆.
Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie.
Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Od autorki: jeżeli przeczytałeś/aś właśnie kolejną część powieści i masz ochotę na więcej - proszę Cię o komentarz, gwiazdkę, telegram, albo jakikolwiek znak życia, aby wiedziała, że mam dla kogo tworzyć!
PS. Wiem, cholernie nieskromne, ale: niesamowicie podoba mi się ten rozdział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz