- Co tam się działo? - zapytał James, kciukiem tworząc wzory na wewnętrznej stronie dłoni Mary.
- Psychologiczna pogawędka - prychnęła dziewczyna pogardliwie. - Aczkolwiek Sprout tym razem odpuści sobie list do moich opiekunów, więc jest w porządku.
Potter zachichotał cicho:
- Emily nieźle by sobie poużywała, jeżeli kolejny kolejny raz musiałaby tłumaczyć dlaczego jesteś dobrym dzieciakom - stwierdził, mierząc włosy rozbawionej Krukonce.
- Prawda? - rzuciła dziewczyna, kryjąc rozgoryczenie w swoim głosie.
Bo przecież o to właściwe się rozchodziło...
O Emily, o matkę, o ojca... I o Kate.
・°☆.
- Lily? - Ktoś szepnął dziewczynie prosto do ucha, a ta podskoczyła z niemym okrzykiem.
- Na wszystkich Merlinów, Potter - warknęła szeptem i niespokojnie rozejrzała się na boki. W końcu nerwowo wygładziła spódnicę i odetchnęła głęboko.
- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. - Także szepnął chłopak, ale na jego twarzy nadal malowało się zaskoczenie: - Ale właściwie co ty tu robisz? Odprowadzałaś wszystkich już dawno temu.
- Poszłam pobiegać - mruknęła Gryfonka szybko, ale zaraz zamilkła, ponieważ jej wypowiedziane normalnym tonem słowa, zabrzmiały jak okrzyk w ogłuszającej ciszy korytarza.
James wybałuszył oczy i spojrzał na nią, jak na wariatkę, ale ta zbyła to wzruszeniem ramion:
- Dla zdrowia, pogody ducha i kondycji - dodała, jakby to wyjaśniało wszystko. - Chodźmy stąd, zanim ktoś nas przyłapie. Z tobą moja wymówka nie przejdzie.
- Musiała być w takim razie błyskotliwa - mruknął James z figlarnym uśmiechem. - Tędy będzie najszybciej. - Chłopak głową wskazał bardzo starą i świetnie wyciszoną klasę prowadząca do tajnego przejścia i pozwalającą na swobodne rozmowy, bez obawy, że któryś z nauczycieli usłyszy jakieś dźwięki. Plotki głosiły, że prawie dwieście lat temu uczniowie odkryli jej właściwości i samodzielnie je wzmocnili, aby mieć miejsce na tajne spotkania.
James otworzył drzwi, przepuścił dziewczynę przodem i szybko położył rękę na jej ramieniu, widząc, że zamierza wrócić prosto do Pokoju Wspólnego. Ta odwróciła się do niego z pytaniem w oczach.
- Em, Lils, ostatnia sytuacja... W Wielkiej Sali. Nie powinna się wydarzyć - stwierdził znowu szeptem, bo najwidoczniej sytuacja wymagała wyjątkowej oprawy.
Lily mruknęła coś niewyraźnie, krzyżując ręce i pocierając nimi o ramiona, ale koniec końców nie odpowiadając nic konkretnego.
- Poważnie Lils - dodał chłopak widząc, że nie przekonał Rudowłosej. Zaraz jednak marszczył nagle brwi i dotykając ręką jej czoła skrzywił się nieznacznie. - Czy ty nadal masz gorączkę? Czy nie powinnaś leżeć w Skrzydle Szpitalnym? I... Czy to bluza Syriusza?
Lily zesztywniała natychmiast i gwałtownym gestem odtrąciła rękę Gryfona.
- Paula. A poza tym nic mi nie jest - niemal syknęła, nagle zirytowana. - James, do czego zmierzasz?
- Po prostu chyba chcę, aby było między nami w porządku. Jest w porządku? - stwierdził ten, wzruszając ramionami, obojętnością maskując fakt, że nie do końca potrafi rozmawiać o uczuciach.
- Tak - odpowiada Lily ostrożnie, bawiąc się włosami, aby czymś zająć ręce. - Jest w porządku.
W tej samej chwili dziewczyna zastanowiła się czy aby nie kłamie. Rozmyślając nad tym co usłyszała - a nie było tego wiele - powoli skierowała się na drugą stronę pomieszczenia, aby wyjść prosto na korytarz przy czwartym piętrze. Czuła, że należałoby mieć żal do chłopaka: nie powinien pozwolić Mary na takie zachowanie wobec niej, nie zasłużyła sobie na nie.
Z drugiej jednak strony chłodna obojętność raz za razem zalewała jej ciało, powodując brak jakichkolwiek uczuć w stosunku do wszystkiego co dzieje się dookoła.
- Czy to Hills? - zapytał nagle James, wyrywając ją z zamyślenia, a w korytarzu obok rzeczywiście zamajaczyła jej postać trzeciorocznego Gryfona.
- Hej, o tej porze powinieneś siedzieć w Pokoju Wspólnym - stwierdziła głośno Lily, ale chłopak prawdopodobnie jej nie usłyszał. Zaraz potem skręcił w prawo, nie dając po sobie poznać, że cokolwiek się wydarzyło, a Rudowłosa doszła do wniosku, że na chwilę obecną nie chce się jej angażować w egzekwowanie poprawnego zachowania u uczniów.
- Syriusz zawsze powtarza, że Marc nic nie słyszy, bo głosy w jego głowie są zbyt głośne - rzucił James, próbując nieudolnie zmienić temat, nawiązując do dziwactwa wspomnianego Gryfona.
- Zabawny ten nasz Syriusz - parsknęła Lily i pokręciła głową z zażenowaniem, z ulgą przyjmując fakt, że już znaleźli się pod portretem Grubej Damy. James wsadził ręce do kieszeni, kiwając dziewczynie głową na pożegnanie i odwracając się, aby pójść w drugą stronę, ale ta szybko go zatrzymała.
- Gdzie ty...? - zaczęła, a James od razu pośpieszył z odpowiedzią:
- Umówiłem się z Łapą na siódmym piętrze - rzucił, z uśmiechem przyglądając się tańczącym pod wpływem nikłego światła świec, refleksom we włosach dziewczyny. Dawno już nie łapał się na dostrzeganiu u niej takich niuansów.
Evans poczuła ulgę, że Huncwoci nie spotykają się na Wieży Astronomicznej, dzięki czemu automatycznie odwzajemniła uśmiech, co sprawiło, że ten Jamesa stał się jeszcze szerszy.
- To ja lecę - mruknęła w końcu Lily niepewnie, po przedłużającej się chwili wpatrywania się w siebie nawzajem. Mimo wszystko stała wciąż w miejscu i to chłopak w końcu ponownie skinął głową i wreszcie skierował się ku schodom.
- To co, umówisz się ze mną? - rzucił po kilka sekundach przez ramię, co wyrwało Gryfonkę z letargu.
Natychmiast poderwała głowę, w pełnym wyrazie oburzenia, a przekleństwo samo cisnęło jej się na usta. Dopiero po chwili zwróciła uwagę na widoczne w czekoladowych oczach rozbawienie i doskonałą koncepcję żartu.
Cięta odpowiedź nawiązująca do Mary, sama prawie wyszła z jej ust, ale dziewczyna się w porę opamiętała.
Miało być miło i poprawnie, zgadza się?
Po przedłużonym czasie odpowiedzi i przeciągającej się ciszy, udało jej się jedynie zaśmiać niewinnie i bez słowa odejść.
・°☆.
- Stary, gdzie Twoja bluza? - zapytał James, gdy tylko zobaczył swojego przyjaciela. Gwałtownie zatrzymał się przed Pomnikiem Małego Jima, ponieważ poruszał się sprintem ze względu na nieplanowany przystanek u Lily.
- Czy ja wiem? Gdzieś ją rzuciłem - odpowiedział Syriusz, nie dając po sobie poznać zaskoczenia. Wbrew obojętności w głosie, gęsia skórka na jego rękach zdradzała, że nie czuje się zbyt komfortowo. Ale jedyne co przeszło mu przez myśl, to zauważony fakt, że dzisiaj wszyscy się spieszą, aby się z nim spotkać.
- Chyba Evans ją zgarnęła, chociaż nie chciała się przyznać - powiadomił go po kilkunastu sekundach Potter znad mapy. Metodycznie przesuwał po niej palcem, w głowie odnotowując które korytarze są teraz patrolowane przez nauczycieli.
Black wzruszył ramionami, ale zaraz zapytał podejrzliwie:
- A kiedy ty się niby z nią widziałeś?
James zmarszczył brwi, składając mapę na pół i zerknął na przyjaciela:
- Przed chwilą ją spotkałem. Szwędała się po zamku, twierdząc, że biegała, aczkolwiek zapewne po prostu zasiedziała się z Paulem. Idiota nie powinien jej pozwolić na nocne spacery, gdy nadal jest chora. Znów miała gorączkę...
Black skrzywił się nieznacznie, ale zapytał jedynie:
- I co teraz robi?
- Mam nadzieję, że śpi, bo dopilnowałem, aby wróciła do Pokoju wspólnego.
Syriusz kiwnął głową i bez słowa ruszył ku wyjściu ze szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz