Lily popatrzyła na zamykające się przed nią wejście do Pokoju Wspólnego Krukonów. Przez chwilę się wahała, ale w końcu doszła do wniosku, że sprawa rozwiąże się na trzy sposoby. Black albo ją wyrzuci, albo zaprosi albo po prostu wcale go tam nie będzie.
Dziewczyna powoli ruszyła w stronę Wieży Astronomicznej.
Oczywiście, że mam pozwolenie, proszę zapytać profesor McGonagall, powtarzała w myślach aż do znudzenia, w razie gdyby jakiś nauczyciel przyłapał ją na samotnym chodzeniu o szkole o tej porze.
Po chwili, nie wiadomo dlaczego zobaczyła przed oczami standardowy - pełen obojętności - wyraz twarzy Blacka i dreszcz przeszedł jej po plecach.
Zawsze lubiła Syriusza, ale teraz poczuła do niego swego rodzaju przywiązanie. Rodzące się, lekkie i wolne. Mieli wspólną tajemnicę, a to z jakiegoś powodu podnosiło Gryfonkę na duchu.
To głupie. Trochę żałosne, pomyślałam szybko, analizując fakt, że tak naprawdę mają za sobą dopiero pierwszy raz sam na sam. Zapewne wszystko sobie wymyśliłam.
Lily przystanęła w momencie, gdy doszła do wniosku, że tamta chwila musiała być wynikiem braku wcześniejszej lojalności przy Mary. A co jak co, ale Gryfoni na punkcie obojętności są mocno wrażliwi.
Dziewczyna ledwo spostrzegła, że puściła się biegiem w stronę Wieży Astronomicznej, w pędzie mijając kolejne kondygnacje schodów. Powoli traciła dech, ale narastała w niej jakaś niespodziewana energia.
Merlinie, to pewnie te sławetne hormony szczęścia wynikające z nieludzkiego wysiłku, pomyślała uszczypliwie w stosunku do samej siebie, ale na jej twarz mimowolnie wpłynął uśmiech.
- Cześć Spostrzegawcza. - Usłyszała z ciemności w tym samym momencie, w którym przekroczyła próg wieży. Jednocześnie mroźny wiatr rozwiał jej włosy odsłaniając kark, więc zatrzęsła się niekontrolowanie.
- Dostałam przydomek Spostrzegawcza, ponieważ ostatnio stwierdziłeś, że jestem spostrzegawcza? Sprytne - rzuciła dziewczyna, nie kryjąc w swym głosie ironii. Zaraz jednak oparła się o ścianę dysząc ciężko, a na plecach poczuła spływający pot. Wytarła mokre ręce w spódnice i powoli osunęła się na ziemię.
- Aż tak ci się śpieszyło do naszego spotkania? - zapytał Black, unosząc jedną brew w wyrazie rozbawienia.
- Jasne - mruknęła Lily pozornie lekko, dławiąc narastające w niej emocję. Przygnębienie, irytację, ulgę, zadowolenie. Syriusz Black powodował, że sama nie wiedziała co sądzić o otaczającej ją rzeczywistości, a to było niesamowicie dziwne.
Jej oddech powoli się uspokajał, więc delikatnie zamknęła oczy, a następnie poczuła na swojej głowie jakiś materiał.
Black znowu rzucił w nią bluzą.
Lily prychnęła niezadowolona, ale troska chłopaka - jakkolwiek dziwnie okazywana - sprawiła, że zalała ją fala ciepłych uczuć. Zaraz potem wykazała się jednak refleksem bez problemu chwytając lecącą w jej stronę paczkę papierosów.
・°☆.
Profesor Sprout westchnęła ciężko próbując - po raz niezliczony w swojej karierze - pochylić się na problemem jednej z podopiecznych.
- Mary, konflikty z panną Evans nie są, jak sądzę, konieczne. Na pewno wiesz co robisz? - rzekła łagodnie, patrząc na nieobecną duchem dziewczynę.
- Robię co muszę - mruknęła Krukonka, rozbudzając się i wyzywająco patrząc swojej nauczycielce prosto w oczy.
- Jesteś tego pewna? - zapytała profesor Sprout nie ukrywając w swoim tonie zmartwienia.
Na to Mary nie miała odpowiedzi. Już od dawna prześladowało ją wrażenie, że jedyne co było dla niej pewne, to wiedza jak być samotnym będąc otoczonym ludźmi, jak zabrnąć w kłamstwa i nie wiedzieć co dalej oraz jak stracić siebie w zasłoniętym mrokiem życiu.
W końcu po długich sekundach uczennica wzruszyła ramionami.
- Czy panna Evans czymś ci zawiniła? Coś ci zrobiła? Czy jest to problem, przy którym my, nauczyciele, powinniśmy zainterweniować?
Mary prychnęła histerycznym śmiechem, wywołując szok u swojej opiekunki. Zaraz się jednak opanowała, bez słowa przyjmując jednodniowy szlaban.
・°☆.
Tym razem siedzieli w milczeniu. Kojącym, miłym i błogim.
Oboje mogli poświęcić ten czas na zebranie swoich myśli i przeanalizowanie niektórych spraw.
Syriusz intensywnie zastanawiał się jak wyciągnąć z Gryfonki informację o Regulusie. Wiedział, że jedno nieodpowiednie pytanie i straci ją od razu. Lily nie słynęła z opowiadania o swoich sprawach. Gdy chciała, potrafiła być niesamowicie uparta i niedostępna. A nie to chciał osiągnąć.
- Chcesz? - mruknął Black, wyciągając kolejny raz paczkę w stronę dziewczyny. Ta spojrzała mu prosto w oczy, jakby wiedziała o czym myślał i bez słowa wyciągnęła jednego papierosa. A potem jedynym słyszalnym dźwiękiem znów był szybki odgłos odpalanej zapalniczki.
Lily martwiła się swoim samopoczuciem. Zmieniającymi się humorami i harmiderem w uczuciach. Ostatnio całe jej życie obracało się wokół wydarzeń z wakacji. Nie wiedziała jak powinna się zachowywać, jak poprawnie przeżyć żałobę, jak sobie z tym radzić i jak sprawić, aby chociaż ten jeden raz w życiu nie musieć sobie radzić. Nie samej.
Oczywiście miała Paula - najlepszego na świecie chłopaka. Ale nie potrafiła się przed nim otworzyć i wprost opowiedzieć o tym co ją dręczy.
Zresztą nie potrafiła przed nikim, niezależnie od stopnia zażyłości.
Dziewczyna potarła dłonie o siebie, po czym schowała je głębiej, do rękawów. To Emma zawsze wychwalała męskie bluzy: to, że są bardziej miękkie, bardziej ciepłe i bardziej przyjemne. Ani trochę się nie myliła.
・°☆.
Od autorki: w następnym rozdziale proszę się spodziewać dużo Lily i Jamesa ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz