środa, 22 listopada 2017

Rozdział IX - Wielkie Niezrozumienie

James nie mógł zrozumieć w co pogrywa Syriusz Black.

Syriusz Black, jego najlepszy przyjaciel.

Dlaczego poszedł dołączyć do Lily i jej przyjaciół? Dlaczego nie wziął go ze sobą?

W porządku - Mary nigdy by się nie zgodziła; sprawa mogłaby się skończyć porządną awanturą. Ale może James miał ochotę posiedzieć przy kominku?

Jego oczy spoczęły na niskiej dziewczynce, która ewidentnie zbliżała się w ich stronę. Niepewnie mięła trzymany w rękach pergamin.

Jej oczy szybko przebiegły po tekście, a przez twarz przebiegł niezidentyfikowany cień emocji.

- Profesor Sprout mnie prosi do siebie - mruknęła po chwili i z wolna wstała z fotela. James, także wstał, przyciągając ją do siebie i całując delikatnie.

- O pierwszej tam gdzie zawsze? - szepnął cicho we włosy dziewczyny i odczuł jedynie jak ta pokiwała głową. Obserwował ją, jak powoli znika za portretem, po czym skierował się w stronę kominka.

・°☆.

Uczestnicy dzisiejszego spotkania, odnieśli wrażenie, że James Potter jest aktualnie bardzo sfrustrowaną osobą.

- Zazdrościsz mi, że mam takie życie? - Praktycznie wysyczał przez zęby, kontynuując rozmowę i zwracając się do chłopaka swojej koleżanki w roku.

Po rzuconym pytania Lily i Emma zapewne parsknęłyby śmiechem, gdyby nie to, że nie było im do śmiechu, ale i tak wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Obie zgodnie sądziły, że niektórzy aż nazbyt wynoszą swoje pochodzenie na piedestał.

Paul, jak nigdy, ucieszył się, że słynie z wyjątkowej cierpliwości i pozytywnego podejścia do życia. Inaczej mogłoby się zrobić nieprzyjemnie.

- Mamy podobne życie - odpowiedział McHook w końcu, wywracając oczami, co - jak zauważył - powoli zaczęło wchodzić mu w nawyk.

- Ślizgońskie życie? - zapytał James zaczepnie, sam dokładnie nie wiedząc, po co prowokuje chłopaka.

Oczy Paula zaciemniały na sekundę, ale nie skomentował usłyszanych słów.

- Osnute magią błękitnej krwi życie - sprecyzowała Lily konspiracyjnym szeptem, dzięki czemu wszyscy parsknęli śmiechem nad wzniosłością oświadczenia, a atmosfera od razu się rozluźniła. Aczkolwiek dziewczyna nie omieszkała rzucić Jamesowi piorunującego spojrzenia, które trochę go otrzeźwiło, a przy okazji sprawiło, że chłopak wrócił myślami do trzymanych w rękach kart.

・°☆.

- Czas się rozchodzić, moi drodzy. Najpierw odprowadzę Paula, a potem Emmę i Amosa - stwierdziła Lily, krzywiąc się przy tym nad pomysłem McGonagall. Jakby co najmniej rzeczywiście miał on sens...

- Ja pójdę z Amosem - rzucił James, podnosząc głowę. - I tak wybieram się w tamtą stronę.

Syriusz parsknął śmiechem, nawet się z tym nie kryjąc, a przyjaciel walnął go w ramię. Lily wstała z ziemi, wygładzając swoją spódnicę i zerknęła na Gryfonów z politowaniem:

- Przecież nie chodzi o to, że Amos nie trafi sam; tylko o to, że musi go odprowadzić Prefekt. Jeżeli McGonagall się dowie... - westchnęła zniecierpliwiona, jakby już co najmniej od godziny musiała tłumaczyć Potterowi o co chodzi.

Chłopak zmarszczył brwi i przechylił głowę.

- Dobrze zdajesz sobie sprawę z tego, że nikt się nie dowie. Nikogo po drodze nie spotkamy, ty zaoszczędzisz czas, a z rana będę mógł cię poinformować, że Diggory znalazł się w łóżku cały i bezpieczny.

- Zamierzasz odprowadzić go do łóżka? - zapytała Emma z wesołym chichotem, a w tym czasie Amos burknął coś na temat tego, że nie jest dzieckiem i sam sobie poradzi.

Rudowłosa w końcu wzruszyła ramionami i zgodziła się na realizację tej części planu.

- To ja tu poczekam, a ten oto dżentelmen dotrzyma mi towarzystwa - mruknęła Emma wskazując ręką na Syriusza, który aktualnie próbował złapać równowagę stając na oparciu fotela. Przez chwilę zachwiał się niebezpiecznie, a niepewność odmalowała się  na jego twarzy, ale w końcu skłonił się trochę koślawo i stęknął coś niewyraźnie.

Zaraz jednak zeskoczył na podłogę i rzucił:

- Nie ma problemu, aczkolwiek musicie się sprężyć w dwadzieścia minut, ponieważ potem idę się przewietrzyć.

Mówiąc to, patrzył Lily prosto w oczy, a ta nie wiedziała czy Black na swój sposób gdzieś ją zaprasza czy po prostu postanowił się pobawić jej reakcjami. Czerwień zalała jej policzki, co nie umknęło uwadze zgromadzonych, ale dziewczyna w końcu przybrała neutralny wyraz twarzy oraz obiecała, że pojawi się najszybciej jak będzie mogła.

・°☆.

- O co chodziło Syriuszowi? - zapytała wesoło Emma, gdy tylko dziewczyny znalazły się na korytarzu same.

- Kretyn - wypaliła Gryfonka, ale widząc niezrozumienie w oczach przyjaciółki, wyjaśniła: - Paliliśmy ostatnio razem, ale nie wiem co mu się tak właściwie tłucze po tej jego szalonej głowie.

- Przystojnej głowie - poprawiła dziewczynę Gryfonka, wystawiając palec do góry. - A skoro już przy przystojniakach jesteśmy...

- Josh! - wykrzyknęła Lily, uderzając ręką w czoło. - Kompletnie zapomniałam!

- Dajesz wiarę, że kompletnie nie zna się na rzeczy? Miał być doświadczony i miał mnie zabrać w krainę rozkoszy - rozmarzyła się Kurkonka, przymykając oczy, aby na koniec pokręcił z dezaprobatą głową.

- Ty bezwstydnico - pisnęła ucieszona Lily, obejmując Emmę w pasie i parskając śmiechem prosto w jej policzek.

- Fuj, Evans, oplułaś mnie! - Krukonka bezskutecznie spróbowała odepchnąć przyjaciółkę, aby w końcu przyciągnąć ją do siebie jeszcze mocniej.

- Co dokładnie mu idzie nie tak jak trzeba?

- Tak dziwnie obejmuje mnie w tali, jakby chciał mnie czymś obwiązać, a to kompletnie nie ma sensu. - Na twarzy Emmy pojawił się grymas, oświadczający co sądzi o tego typu nowicjuszach. - Poważnie. Bo co ten chłopak może mieć na myśli? Jasne, faceci lubią dotykać brzucha i właściwie wszystkiego do czego dasz im dostęp. Ale obejmowanie - talia - coś takiego? To nie ma sensu.

- Czyli można powiedzieć, że nie jesteś zainteresowaną tego typu pieszczotą? - Gryfonka zapytała sugestywnym tonem, po czym zaniosła się śmiechem.

- Czy ja wiem - dziewczyna stanęła zamyślona, a Lily zamilkła w skupieniu. - To samo mi robi Madame Malkin, gdy pobiera mój rozmiar do szat, a to oznacza, że któreś z nich nie zna się na swojej robocie. I szczerze mówiąc, mimo wszystko nie podejrzewam o to Malkin.

Obie przyjaciółki wybuchnęły śmiechem, nie mogąc się opanować i uciszając siebie nawzajem aż do samego wejścia do Pokoju Wspólnego Krukonów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz