Lily od dziesięciu miarowo stukała paznokciem w ławkę, aż do momentu, gdy Amos Diggory siedzący w ławce obok szturchnął ją różdżką w ramię. Na migi pokazał, że ten hałas jest męczący, a Lily rzuciła mu przepraszającą minę kładąc dłonie na kolanach, coby powstrzymać nerwowy odruch.
James rzucił jej zaciekawione spojrzenie, ale dziewczyna skupiła się na słuchaniu słów profesora, mimo posiadania pełnej wiedzy na temat omawianego zaklęcia.
Cześć.
Gryfonka zmarszczyła brwi, spoglądając na swój pergamin. Kilka sekund zajęło jej zrozumienie, że widzi przed sobą pismo Jamesa.
Niepewnie złapała swoje pióro, aby odpisać.
Cześć.
Jak się czujesz? Podobno byłaś chora.
Dziewczyna westchnęła głęboko, co nie umknęło uwadze chłopaka.
Musi poinstruować Emmę jak należy rozsiewać plotki.
Wcale nie. Walczyłam ze smokami.
Wcale nie.
Udowodnij.
Co? To głupie.
Poszło mi doskonale. Mam czwarte miejsce.
James parsknął śmiechem, szybko przykładać dłoń do ust, aby stłumić dźwięk.
Dziwna jesteś, Lily Evans.
Ale spostrzegawcza. Tak głoszą plotki.
Na chwilę wróciła myślami do dziwnego spotkania na szczycie Wieży. To było dziwne i nowe, ale po przemyśleniu sytuacji Lily doszła do wniosku, że to wspomnienie wywołuje u niej bardzo ciepłe emocje.
Zaraz jednak zbłądziła na tory, na które nigdy się nie zapuszczała. Na te, które nie pozwalały jej cieszyć się spokojem i życiem dookoła.
Bo jak sobie poradzić z faktem, że mimo praktycznie nieistniejącego kontaktu, już nigdy nie zobaczy swojej matki? Jak zdusić w sobie ten dławiący żal i jak nie pozwolić się obezwładnić poczuciu winy oraz tak głęboko skrywanej posępności?
Myslała, że ma już to za sobą. Całe miesiąca pracowała nad powrotem do normalności, a Mary w kilka minut zburzyła cały jej spokój.
- Psst! - usłyszała koło ucha, a ciepły oddech chłopaka owiał jej policzek.
Lily zamrugała kilka razy, patrząc na Jamesa roztargniona. Była mu wdzięczna za wyrwanie z apatii, ale dopiero gdy Gryfon wskazał głową na ich ławkę, przypomniała sobie, że przed chwilą wymieniali się liścikami.
Spokojnie możemy założyć, że plotki nie kłamią, ale upewnić się nigdy nie zaszkodzi.
Jak często podczas śniadania Hagrid wywraca swój sok dniowy?
Co najmniej dwa razy na tydzień.
Jej pismo było tym razem trochę nierówne i nieporządne. Trudno.
Co się dzieję?
Lily zastanowił się przed chwilą, która odpowiedź może być rozsądna.
Nic. Zamyśliłam się. Albo jeszcze jestem trochę słaba. Po tej walce, wiesz...
Po walce z Poppy o zakaz wstawania z łóżka?
Jasne.
Lily podsunęła chłopakowi pergamin, ale zaraz wysunęła go do torby, jednocześnie kończąc ich konwersacje.
James nie dał poznać po sobie zaskoczenia i z zaangażowaniem zaczął kreślić zielone wzory swoim nowo nabytym piórem od Zonko.
Po zakończeniu lekcji dziewczyna niemalże wybiegła z klasy.
・°☆.
Lily kierowała się w stronę błoni, gdy dogonili ją roześmiani Paul wraz z Emmą.
Chłopak objął dziewczynę w talii i pocałował w policzek, a Krukonka zmierzwiła jej włosy.
Evans parsknęła śmiechem.
- Zagrałabym w jakieś planszówki, wiecie? - zapytała po chwili, a jej towarzystwo energicznie się z nią zgodziło.
- Super, Amos już od dawna smęcił na ten temat, może w końcu się zamknie - rzuciła Emma zadowolona. - Pójdę przekazać mu wspaniałe wieści. Czyj Pokój Wspólny?
Lily zastanowiła się intensywnie, a Paul zaczął otwierać usta, chociaż nie dane było mu się wypowiedzieć.
- Slitherin już dawno odpadł z gry, przykro mi Skarbie. Wydaję mi się, że u mnie dzisiaj. Możemy iść wcześniej na kolacje i spotkać się o dziewiętnastej pod portretem. Skoro jutro mamy wolne, to mogę spróbować zabawić się w wykorzystanie swojej funkcji Prefekta i może uda mi się wynegocjować dłuższą ciszę nocną, jeżeli obiecamy być rozsądni.
Emma klasnęła w dłonie entuzjastycznie:
- Doskonale, uwielbiamy Lily nadużywającą władzy. Do zobaczenia w takim razie!
Evans i Paul mruknęli pod nosem pożegnanie.
・°☆.
- Amanda?
- Jasne, pewnie będzie chętna. Złapie ją potem.
- Huncwoci?
- Och, nie. Oczywiście przygarnęłabym Remusa, ale zapewne resztę dostalibyśmy w komplecie.
- Regulus?
- Nie bądź niemądry. Zamierzasz wywołać kolejną Wojnę Czarodziejów?
・°☆.
Kilkanaście pięknie upierzonych, niemalże dostojnych sów wleciało do Wielkiej Sali, wywołując poruszenie oraz ekscytację wśród uczniów jedzących obiad.
Dwie z nich usiadły niedaleko Lily, przyciągając jej wzrok. Dziewczyna uśmiechnęła się ironicznie, gdy przypomniała sobie co zazwyczaj dzieję się w okolicach stycznia.
- Rigaudon - mruknął James, niepewnie odwiązując bogato zdobioną kopertę od nóżki sowy, której po chwili podsunął swój kufel z sokiem dyniowym. Zwierzę chętnie zamoczyło w nim swój dziób.
- Tak. W końcu osiągnęliśmy odpowiedni wiek - potwierdził niechętnie Syriusz, z założenia podchodząc z niezadowoleniem do wszystkiego co może mieć związek z jego krewnymi. Już dawno postanowił, że gdy tylko przyjdzie jego kolej to zabarykaduję się w dormitorium i żadna siła nie zmusi go do pojawienia się w Dworze Rosierów.
Rigaudon był corocznym, jedynym w swoim rodzaju balem Najstarszych Rodów, który z definicji miał pomóc młodym czarodziejom zapoznać się z wysoko postawionymi rodzinami.
Małoletnie czarownice niemalże zmuszane były do odnalezienia swojego przyszłego męża, aby zapewnić odpowiednią przyszłość sobie i swoim bliskim. Mimo upływu lat i zmian formy ożenków, długa tradycja miała się całkowicie dobrze, a teraz w obliczu powiększającego się zagrożenia - bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej - czysta krew była stawiana na piedestale.
・°☆.
Lily przeszła przez portret Grubej Damy, aby wpuścić przyjaciół do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Emmę zostawiła na kanapie, aby pieczołowicie pilnowała miejsc przed kominkiem, które fartownie udało im się zająć.
- Zgubiłeś Colina - mruknęła dziewczyna, patrząc na samotnie stojącego na korytarzu Amosa. Jednocześnie wymieniła z nim skomplikowany uścisk dłoni, który wymyślili już trzy lata temu, podczas odbywania szlabanu.
- Ta. Wyskoczyło mu nagłe i pilne spotkanie w Klubie - mruknął chłopak, przewracając oczami na nieobecność kolegi i wcale nie kryjąc ironicznego tonu.
- Te spotkania nie są obowiązkowe.
- Dla niego są. Colin jest Zastępcą.
- Colin jest...? Co...?
- Cóż, Colin jest Zastępcą Przewodniczącego Szkolnego Klubu Gargulkowego. Dostał nawet usprawiedliwienie – mruknął Amos, machając kawałkiem pergaminu.
- Usprawiedliwienie z okazji czego? Nieprzyjścia na planszówki?
- A i owszem.
- Matko jedyna.
- Wiem Lily, wiem. Mi samemu jest z tym ciężko.
・°☆.
- O! – krzyknęła Lily, a trzy czujne spojrzenia pobiegły w jej kierunku. – Wygrałam. – Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, patrząc jak karty po kolei eksplodują.
Paul zagwizdał cicho i rzucił w jej stronę czekoladę, a Gryfonka z dumą odłożyła ją obok innych.
- Cztery razy pod rząd – mruknął Diggory w kierunku Blacka, no co ten przewrócił oczami.
Syriusz przed pięcioma minutami - ku niezadowoleniu Jamesa i Mary - dołączył do roześmianej grupy sprzed kominka. Zaskoczona Emma, która właśnie wróciła ze swojego Pokoju Wspólnego z kolejną grą, usiadła niepewnie obok chłopaka, a ten kiwną jej głową na powitanie.
- Do której mamy czas? - zapytała po chwili, rozkładając planszę oraz figurki Chaosu Zniszczenia.
- Dwudziesta trzecia, jeżeli tylko was odprowadzę - rzekła Lily, nie kryjąc dumy w głosie.
- Moja dziewczyna - zaśmiał się Paul, przyciągając do siebie Evans.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz