Lily przeklęła w duchu schody, bo zastała je akurat na kapryśnej zmianie położenia. Oparła się o poręcz oddychając ciężko i niespokojnie.
Było jej zimno, a w drżącej ręce ledwo trzymała różdżkę. Było jej po prostu... źle.
Z trudem zorientowała się, że przypadkiem wylądowała na trzecim piętrze i jeszcze kilka kondygnacji dzieli ją od Wieży Gryffindoru. Na śniadaniu okazało się, że zapomniała jedynie głupiego podręcznika, ale czuła się, jakby od Wielkiej Sali przebiegła już co najmniej maraton.
Opierając się o ścianę, osunęła się na podłogę, aby odpocząć kilka chwil.
- Hej panienko, to chyba nie jest miejsce w którym powinnaś teraz być? - usłyszała dziewczyna niedługo potem, a gdy delikatnie otworzyła oczy, ujrzała pochylającą się nad nią Emmę.
- Jak się czujesz? - zapytała krukonka, nie maskując nawet zniecierpliwienia. Już na śniadaniu widziała, że coś jest nie tak, ale Evans była zbyt uparta, aby się do tego przyznać. Za bardzo była skupiona na tym, aby emanować obojętnością i wyższością, skutecznie ignorując szepty dotyczące wczorajszego widowiska zaplanowanego przez Mary.
- Dobrze - mruknęła rudowłosa w odpowiedzi, odpychając rękę przyjaciółki ze swojego czoła.
- Czyżby? Bo wyglądasz fatalnie - rzuciła Emma, próbując opanować irytację.
- Em... dzięki? - syknęła Lily, czując coraz większe rozdrażnienie i ból; odrzuciła głowę do tyłu, ale świat zawirował jej przed oczami.
- Merlinie, Lils, idź po prostu do Poppy - fuknęła sceptycznie Emma i przewróciła oczami. - Jesteś czasem taka nierozsądna i zaczynasz mnie wkurzać...
- Cudownie - warknęła rudowłosa i z pomocą przyjaciółki podniosła się z ziemi. - Wspaniale. Poppy zatrzyma mnie na cały dzień i każdy w Hogwarcie dowie się, że uciekłam z lekcji, chowając się przed Mary.
Obie dziewczyny zaczęły wspinać się po schodach ku wyższym piętrom.
- Osobiście dopilnuje, aby plotka o twojej chorobie obiegła cały zamek, w porządku? - zapytała łagodnie Rupert. - Ludzie cię znają Lils, wszyscy wiedzą, że ty nie uciekasz. Przed niczym.
- Dobrze wiesz, że zinterpretują to na moją niekorzyść - jęknęła Lily, ale posłusznie dała się zaprowadzić do Skrzydła Szpitalnego.
・°☆.
- Gdzie jest Evans? - mruknął niespokojnie Syriusz, rozglądając się dookoła.
James spojrzał na niego podejrzliwie, ale wzruszył jedynie ramionami sam nie wiedząc czy ten fakt rzeczywiście go interesuje.
To fakt, spóźnianie się na lekcje nie było w jej stylu, ale raz czy dwa nawet Evans przybiegła po czasie. Bardziej interesowało go gdzie podziewa się jego dziewczyna.
- Remus? - Black odwrócił się w stronę drugiego przyjaciela.
- Wydaję się, że wyszła chwilę wcześniej z Wielkiej Sali, zapewne zapomniała czegoś z dormitorium - rzekł ten spokojnie, ale w duchu miał nadzieję, że dzisiaj wszyscy zostawią Lily w spokoju. Tym bardziej Syriusz, który samym swym zadowoleniem potrafi doprowadzić człowieka do szału.
Według Lupina dziewczyna rano nie wyglądała najlepiej i chłopak zastanawiał się jak wielki wpływ miały na to wczorajsze wydarzenia.
・°☆.
Mary przyszła po pięciu minutach - bo jak na złość, pierwszą lekcję mieli z Puchonami - i od razu odciągnęła Jamesa na bok, aby po chwili wtulić się w jego ramię.
Chłopak pocałował przelotnie dziewczynę w głowę i jedną ręką objął jej talię, a drugą wciąż trzymał w kieszeni i Remus szybko domyślił się, że to tam znajduje się mapa. Doszedł do wniosku, że widok rudowłosej Gryfonki - uśmiechniętej jak zazwyczaj - uspokoił by teraz więcej, niż jedną osobę.
Ale, gdy kilka minut później nauczycielka ogłosił początek lekcji w klasie nadal brakowało Lily Evans.
・°☆.
Dziesięć minut po sprawdzeniu obecności, do klasy Transmutacji wpadła zdyszana Emma. Dziewczyna była tak zaaferowana, że nie pomyślała nawet o tym, aby zapukać przed wejściem.
Profesor McGonagall zacisnęła usta w wąską linię, wyraźnie niezadowolona:
- Panno Rupert, czyżby zapomniała pani swojego planu lekcji i dobrych manier?
- Przepraszam najmocniej pani profesor, już właśnie biegnę na eliksiry - wyspała dziewczyna i jeszcze zdyszana podeszła do nauczycielki, pochylając się nad nią i szepcząc kilka słów.
Profesor McGonagall mruknęła coś potwierdzająco i podziękowawszy cicho odprawiła krukonkę, uprzednio wpisując jej usprawiedliwienie przed profesorem Slughornem.
Syriusz usilnie starał się podłapać wzrok dziewczyny, aby wyczytać z niego co mogło się stać, ale ta ostentacyjnie zignorowała wszystkich obecnych w klasie, nawet nie udając, że nie jest wściekła na całą społeczność Gryffindoru.
Emma Rupert nie znosiła, gdy ktoś ranił jej przyjaciół. I nie obchodziło jej ile osób po drodze musi znienawidzić, aby winni poczuli się dotknięci. Zakładała odpowiedzialność zbiorową i potępiała nawet tych, którzy świadkami sytuacji nawet nie byli.
・°☆.
Lily w tej chwili nie lubiła samej siebie.
Mocno i z pasją.
Mary wtrąciła ją z rytmu i dziewczyna wpadła w ciąg użalania się nad samą sobą.
Zwalała to na chorobę, na Mary, na sytuację, na zdołowanie oraz sprawczynie całego chaosu: na własną matkę.
Evans zacisnęła mocno pięści, modląc się, aby nikt jej dzisiaj nie odwiedzał.
Gardziła słabością oraz narzekaniem i nie życzyła sobie, aby ktoś ją w tym stanie oglądał.
- Kolejna porcja Lily.
Pielęgniarka wychyliła się z gabinetu, palcem wskazując na eliksir stojący na szafce, obok łóżka gryfonki.
- Tak jest! - mruknęła dziewczyna w żołniersku stylu, przywołując na twarz grymas, który w założeniu miał być uśmiechem.
Chciało jej się płakać, chciało jej się śmiać z samej siebie i ta sinusoida uczuć sprawiła, że najchętniej po prostu zapadła by się pod ziemię.
- Żałosne - jęknęła sama do siebie i zamknęła oczy pozwalając się porwać wyobraźni.
・°☆.
- Co właściwie chciałaś osiągnąć? - zapytała Amanda z rezygnacją, siadając nad jeziorem.
- Dopiec jej? Poniżyć? Cokolwiek... - mruknęła Mary w odpowiedzi, wzruszając ramionami.
- W ten sposób? Merlinie, przyjaźniłyście się, a zachowujesz się, jakbyś w ogóle jej nie znała! - warknęła gryfonka, sztyletując dziewczynę wzrokiem. - Powinnaś znaleźć inny sposób.
Mary zakryła twarz rękami i westchnęła cicho:
- Wiem, przecież wiem. - Po chwili odwróciła się i dorzuciła przez ramię: - Daj znać, jak sama coś wymyślisz.
Mary powoli miała dosyć tej całej gry i najchętniej po prostu rzuciłaby w Amandę jakąś okropną klątwą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz