wtorek, 21 listopada 2017

Rozdział IV - Zaskakujące Emocje


Amanda Carpenter była zawiedziona.
Emma Rupert była zaskoczona.
Paul McHook był zszokowany.

Lily Evans była poniżona.

Mary Lockwood była dumna.

James Potter był zmieszany.
Syriusz Black był rozbawiony.
Peter Pettigrew był zaabsorbowany.
Remus Lupin był zażenowany.

Regulus Black był wściekły.

Emocje były o tyle zaskakujące, że część z nich absolutnie nie powinna zostać odczuwana.

・°☆.

Policzki Lily Evans robiły się coraz bardziej czerwone. Jej mimika wyrażała jedynie zniesmaczenie, ale Gryfonka wiedziała, że nie może w tej chwili ukazać nic innego; ewentualnie obojętność, ale na to nie potrafiła zebrać sił.

Pozwalała się obezwładnić złości, bo wiedziała, że alternatywą mógł być żal albo - co gorsza - łzy.

- To nie jest zabawne - warknął Paul, patrząc znacząco na Syriusza, na którego ustach widniał figlarny uśmiech. Ten w odpowiedzi przewrócił jedynie oczami, ale wiedział - chociaż wolałby nie wiedzieć - że chłopak ma rację. Przeniósł swój wzrok na rudowłosą koleżankę próbując intensywnie i niemo przekazać jej, że nie powinna się dać pokonać.

Co prawda nie do końca wiedział co tak naprawdę się dzieje, ale był świadomy ogromu sytuacji wiszącej w powietrzu.

- Jak żałosne jest zostawienie najbliższych z czysto egoistycznych powodów? - zapytała śpiewanie Mary, kontynuując prowadzoną od kilku minut grę i patrząc wyzywająco prosto w oczy Lily. Evans pod wpływem słów cofnęła się o krok, a jej twarz momentalnie zbladła.

- Jak bardzo trzeba być niewartym czegokolwiek, aby doszło do takiej sytuacji? - kontynuowała dziewczyna napawając się widowiskiem, które tworzy i odczuwaną satysfakcję.

・°☆.

Amanda Carpenter była zawiedziona. Zawiodła ją Mary, zawiodła ją Lily, a chyba najbardziej zawiodła ona samą siebie.

・°☆.

James Potter zmarszczył brwi.

Cenił sobie Evans. Nie licząc kilku sytuacji, gdy wygłupił się rok wcześniej zapraszając dziewczynę na randkę to między nimi panowały dobre relacje.

Nie przyjacielskie, ale dobre.

Ale Mary ceniła sobie lojalność - a tym Potter się szczycił wśród bliskich mi osób; więc nie mógł pozwolić sobie na stanie po którejś stronie. Wolał patrzeć w milczeniu, zwłaszcza, że nie rozumiał dlaczego słowa jego dziewczyny wywarły na Lily tak wielkie wrażenie.
James Potter był zmieszany.

Emma Rupert była zaskoczona. Sądziła, że jako jedyna w Hogwarcie zna historię do której odnosi się Mary i nie mogła zrozumieć jak Gryfonka się o niej dowiedziała.

Bo na pewno nie od samej zainteresowanej.

Peter Pettigrew był zaabsorbowany. Działo się coś ważnego. Nie do końca wiedział co, ale wystarczyło mu po prostu bycie w obecności istotnego wydarzenia.

Remus Lupin był zażenowany.

Ale jako jedyny miał tyle rozsądku, aby się nie wtrącać, a po prostu pociągnąć Lily za rękę i wyprowadzić z Wielkiej Sali. Ta nawet się nie opierała.

Tuż za drzwiami wybuchnęła płaczem.

・°☆.

Następnego dnia relacja z wieczornych wydarzeń obiegła cały Hogwart.

Regulus Black był wściekły. Z samego rana postanowił wyładować swoją złość.

・°☆.

Regulus złapał Syriusz na szatę i z całej siły docisnął go do ściany. Różdżka starszego Blacka w jednej sekundzie zmaterializowała się w jego ręce, ale chłopak był tak zaskoczony tym nagłym atakiem, że tylko stał nie wypowiadając nawet jednego zaklęcia.

- W co wy pogrywacie? - warknął młodszy chłopak, puszczając brata i zaciskając ręce w pięści.

- O ci co chodzi? - wycedził Syriusz, odpychając od siebie chłopaka.

- Jesteście popieprzeni. Z rozkoszą patrzycie na widowisko, które tworzy ta wasza cała Lockwood... i nikomu nie przyjdzie do głowy, że ta dziewczyna nie jest nawet warta słuchania jej. Odstawia teatrzyk ze sobą w roli głównej, a wy bez cienia wątpliwości godzicie się w nim uczestniczyć. Tyle gadacie o lojalności i odwadze... wszystko to bzdury.

- Uważasz, że to z was powinniśmy brać przykład? - rzucił Syriusz i aż skrzywił się z obrzydzenia na myśl o tej możliwości.

Na twarzy Regulusa odmalowała się czysta nienawiść; warknął cicho i głęboko nabrał powietrza:

- Nawet nie waż się sugerować, że jesteś lepszy. Bawisz się w pieprzonego człowieka moralności, ale nie masz odwagi przerwać farsy odbywającej się na twoich oczach - wyrzucił na jednym tchu, czując, że traci nad sobą kontrolę.

Odwrócił się zamaszyście, postanawiając odejść, zanim zrobi coś, czego będzie potem żałował.

- Nie mam pojęcia o czym mówisz - burknął Syriusz do pleców brata, rozważając czy nie skorzystać z okazji i nie rzucić w niego jakąś paskudną klątwą. Na razie nawet nie chciał podejmować się analizy słów Ślizgona - nie miał na to ani siły ani ochoty.

To spotkanie wyprowadziło go z równowagi. Nie wiedział do czego chłopak nawiązuję oraz dlaczego po tak długim czasie zadał sobie trud, aby porozmawiać. Te wyrzuty nie trzymały się całości i nijak nie nawiązywały do ich domu, rodziców i przekonań. Syriusz czuł się wytrącony z równowagi.

- Wiedziałeś, że matka Evans przed wakacjami popełniła samobójstwo? - rzucił Regulus przez ramię, w eter - jakby do nikogo konkretnego - i po chwili zniknął bratu z oczu skręcając w najbliższy korytarz.

Syriusz rozszerzył oczy z niedowierzaniem, a jego ręką zatrzymała się w połowie drogi. Po sekundzie opuścił różdżkę, a wolną pięścią w całej siły walnął w kamienną ścianę i przeklął głośno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz